Słowo Życia

Słowo Życia (1111)

niedziela, 11 luty 2018 21:22

6 lutego 2018

Napisał
WTOREK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mk 7,1-13

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieumytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.

Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?”
Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad, podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”.
I mówił do nich: „Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: «Czcij ojca swego i matkę swoją» oraz: «Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie». A wy mówicie: «Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie», to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie”.


     „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.”
Zarzut zapisany w słowie Bożym, które jest dziś czytane podczas liturgii, został przytoczony przez Jezusa jako opisujący zachowanie tych, którzy kwestionowali zachowanie Jego oraz Jego uczniów. Zatrzymajmy się przy tych słowach. Warto postawić sobie pytanie: czy nie są one zarzutem, nad którym warto, byśmy my również osobiście się zastanowili. Cześć składana Bogu „wargami” jest czymś, co my także składamy. Nasza codzienna modlitwa osobista, powtarzane słowa dobrze nam znanych modlitw, których nauczyliśmy się jako dzieci w domu rodzinnym, w sali katechetycznej, przygotowując się do sakramentów św. To słowa tzw. pacierza, słowa modlitwy różańcowej czy też innych modlitw odmawianych przez nas codziennie. To także np. słowa obrzędów Mszy św., które odmawiamy wspólnie z innymi osobami uczestniczącymi w liturgii Najświętszej Ofiary. Czy jednak do tych wypowiadanych słów dołączamy nasze „serce”, czy rzeczywiście staramy się, by słowa naszych codziennych modlitw były naprawdę słowami płynącymi z serca, słowami wypowiadanymi świadomie, z uwagą, z refleksją nad tym, co właściwie mówimy? Spróbujmy sobie to pytanie postawić, spróbujmy zadawać je sobie często. Niech ono nam pomoże angażować się „sercem” w słowa, które kierujemy do Boga.
niedziela, 11 luty 2018 21:21

5 lutego 2018

Napisał
PONIEDZIAŁEK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,53-56

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.


     „A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.”
W ten sposób relacjonuje nam św. Marek spotkania Jezusa z ludźmi dotkniętymi chorobą, cierpieniem. Jeśli Jezus jest Synem Bożym, to zrozumiałą jest rzeczą, iż dotknięcie Go z wiarą, że może On pomóc w tym momencie doświadczenia choroby, przynosiło zdrowie tym, którym udało się do Niego zbliżyć. Zrozumiałą jest też rzeczą, że przychodziło tak wielu ludzi z różnych stron, by słuchać Jego słów, by doświadczyć znaków Jego miłości dla każdego człowieka. Każde spotkanie z Jezusem jest szczególnym doświadczeniem Jego miłości dla nas. Stąd i nam trzeba starać się o to, by „dotknąć Jezusa”. Nie możemy tego uczynić w taki sposób, jaki był dany tym, którzy byli świadkami naocznymi Jego publicznej działalności. Możemy jednak w różny sposób spotykać Go – i każde to spotkanie może być dla nas szczególnym doświadczeniem tego, że Bóg daje nam Swą moc, że Bóg daje nam Swe błogosławieństwo, obdarza nas darami Swej łaski. Są to spotkania z Chrystusem podczas Najświętszej Ofiary Mszy św.; są to spotkania z Jezusem podczas czytania i rozważania słowa Bożego zapisanego na kartach Ewangelii; są to spotkania z Nim podczas naszej codziennej modlitwy. Chrystus Pan daje nam różne możliwości spotkania ze Sobą – korzystajmy więc z tych spotkań, by móc czerpać z Jego darów dla nas.
niedziela, 11 luty 2018 21:12

4 lutego 2018

Napisał
PIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA


Mk 1, 29-39

Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On zbliżył się do niej i ująwszy ją za rękę podniósł. Gorączka ją opuściła i usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.
Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.


     „Gorączka ją opuściła i usługiwała im.”
Jedna z myśli, która się nasuwa przy lekturze tego fragmentu Ewangelii: teściowa Szymona Piotra poprzez swą posługę dla Jezusa i Jego uczniów okazuje swą wdzięczność za dar uzdrowienia z choroby, który otrzymała od Zbawiciela. Powróciwszy w cudowny sposób do zdrowia, korzysta ze swych sil oraz rzeczy, które miała dostępne w domu, aby dobrze i życzliwie przyjąć tych, którzy zagościli pod jej dachem. Warto starać się o naśladowanie jej postawy, postawy charakteryzującej się wdzięcznością za to, co my sami otrzymaliśmy i wciąż otrzymujemy w życiu. Odnosi się to w pierwszym rzędzie do naszej wdzięczności Bogu za to wszystko, czym On nas obdarował i wciąż obdarza w naszym życiu. Zapewne trzeba tu wspomnieć o modlitwie dziękczynnej – za otrzymane łaski. Rzeczywiście, bardzo często potrafimy prosić Boga o rożne laski w naszym modlitwach, wypraszamy Boże miłosierdzie dla nas samych i dla naszych bliskich. Czy jednak pamiętamy o tym, by Bogu dziękować? Pomyślmy również o innych formach okazania naszej wdzięczności Bogu. Za przykładem teściowej Szymona może to być np. troska o to, by korzystać z otrzymanych darów, aby mogły one także służyć innym. Ona wykorzystała swe zdrowie, swoje siły do tego, by okazać gościnność Jezusowi i Jego uczniom. W jaki sposób my korzystamy z Bożych darów życia, zdrowia, ludzkich sił, talentów...? Czy chcemy, by one służyły dobrym sprawom?
sobota, 10 luty 2018 15:53

3 lutego 2018

Napisał
SOBOTA CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,30-34

Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.


     „ (...) byli bowiem jak owce nie mające pasterza.”
Zrozumiałą jest rzeczą, że owce nie mające pasterza, który by się o nie troszczył, by je prowadził i o nie miał staranie – bardzo łatwo mogą się zagubić. Takiego przewodnictwa i opieki bardzo im potrzeba. Takiej właśnie opieki potrzeba także i nam. Ale z pomocą przychodzi nam Chrystus. Ten, który okazywał litość i miłość Sobie współczesnym podczas działalności publicznej, jest Tym, który mówi o Sobie, że jest Dobrym Pasterzem. Jest także naszym Pasterzem. On troszczy się o nas, opiekuje się nami i prowadzi nas na drogach codzienności. Prowadzi nas przez słowo Swej nauki. Prowadzi nas dając nam Swe błogosławieństwo. Prowadzi nas, troszcząc się o to, czego nam potrzeba na drogach życia. W sposób szczególny dostrzegamy tę Chrystusową szczodrość w liturgii Mszy św., gdzie Jezus daje nam Siebie samego jako nasz Pokarm. Jednak bardzo ważną rzeczą, na którą musimy zwrócić uwagę, to fakt, że Chrystus pozostawia nas wolnymi. On chce, byśmy w wolności wyrażali swą gotowość do pójścia za Nim. Przyjmijmy więc Jezusa jako naszego Pasterza. Pozwólmy, by On był zawsze nam Przewodnikiem po drogach naszego życia. Przyjmijmy to, czym On chce nas obdarować. Pójdźmy za Nim z całym przekonaniem o prawdziwości słów Psalmisty: „Pan mym Pasterzem, nie brak mi niczego!”.
sobota, 10 luty 2018 15:52

2 lutego 2018

Napisał
ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

Łk 2,22-40

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego.
Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela”.
A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono.
Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.
A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.


     „ (...) światło na oświecenie pogan i chwałę ludu twego, Izraela.”
Dziś, w dzień święta Ofiarowania Pańskiego, przypominamy sobie to wydarzenie, które miało miejsce czterdzieści dni od narodzin Jezusa – to, które nam opisuje św. Łukasz, Ewangelista. Idziemy w dniu dzisiejszym do naszych świątyń na Mszę św. niosąc w naszych rękach świece, niosąc gromnice, które zostają poświęcone podczas liturgii. Te właśnie świece pomagają nam pamiętać o tym, o czym mówi starzec Symeon w Świątyni Jerozolimskiej, kiedy to nazywa Chrystusa „Światłem na oświecenie pogan”. Jezus Chrystus jest Światłem, On jest Światłością świata. O tej prawdzie przypominają nam nasze świece. O tej prawdzie trzeba nam pamiętać nie tylko dziś, ale każdego dnia naszego życia. Pamięć o tym powinna nas prowadzić do Jezusa, do bycia z Nim; do troski o to, by się nie oddalać od Niego – ale wprost przeciwnie: do tego, by być coraz bliżej Tego, który jest Światłością świata. Potrzebujemy bowiem Chrystusowego światła na drogach naszego życia, potrzebujemy Jego łaski, Jego mocy, Jego błogosławieństwa. Idźmy więc za Tym, który jest naszym Światłem, idźmy za Nim każdego dnia naszego życia. Niech w naszych sercach ciągle na nowo brzmią słowa Pana: „Ja jestem Światłością świata. Kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemności, ale ma światło życia...”
sobota, 10 luty 2018 15:50

1 lutego 2018

Napisał
CZWARTEK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,7-13

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi.
I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”.
I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”.
Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.


     „Jezus przywołał do Siebie Dwunastu i zaczął ich rozsyłać po dwóch.”
Relacja Ewangelisty o posłaniu Dwunastu z misją dawania świadectwa o Jezusie. Niech to słowo, czytane dzisiaj w Liturgii I czwartku miesiąca lutego, będzie dla nas zachętą do tego, byśmy pamiętali o tych, którzy są przez Chrystusa powołani i posyłani w czasach nam współczesnych. Mamy bowiem pamiętać w naszej modlitwie o tej szczególnej intencji – szczególnie w dzień czwartkowy (przypominający nam dzień Wielkiego Czwartku). Polecajmy wiec Bogu naszą prośbę o nowe, liczne, gorliwe powołania do pracy w Winnicy Pana. Prośmy Boga, by nie brakowało powołanych do kapłaństwa, do życia zakonnego, do posługi misyjnej w Kościele. Jezusowe stwierdzenie o tym, że żniwo wielkie, a robotników mało – pozostaje wciąż aktualne. Prośmy też Boga w intencji tych, których On powołał. Polecajmy Mu tych, którzy są w seminariach, w domach formacji zakonnej; polecajmy tych, którzy wypełniają posługę kapłańska, zakonna, misyjną – także i tych, którzy pośród nas pracują. Prośmy Boga o potrzebne dla nich błogosławieństwo Pana, o potrzebne dla nich siły do wypełniania ich misji. Ta modlitwa niech będzie też naszym wyrazem wdzięczności, że Bóg postawił tych ludzi na naszej drodze życia, że możemy z ich posługi korzystać. Włączmy się w czwartkową modlitwę Kościoła św. w intencji powołań i powołanych.
niedziela, 04 luty 2018 21:25

31 stycznia 2018

Napisał
ŚRODA CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,1-6

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze.
A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”.
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.


     „Dziwił się też ich niedowiarstwu.”
Relacja o pobycie Jezusie w synagodze w rodzinnym Nazarecie mówi o trudności, z jaką przychodziło mieszkańcom tej miejscowości przyjąć prawdę o tym, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem, posłanym przez Boga, zgodnie z zapowiedziami zawartymi na kartach słowa Bożego. Trudno było przyjąć tę prawdę zapewne także dlatego, że – jak się wydaje – oczekiwania dotyczące Mesjasza były zupełnie odmienne. Bardziej oczekiwany był ktoś o charakterze królewskim, ktoś pełen majestatu. Bardziej wyobrażany był Boży Pomazaniec jako ktoś, kto by stanął na czele ludu i poprowadził do odniesienia triumfu nad rzymską władzą okupującą Palestynę. W osobie Jezusa, którego mieszkańcy Nazaretu znali od lat, którego widzieli wzrastającego w domu Maryi i Jozefa – trudno było dostrzec kogoś takiego. Stąd ich niedowiarstwo, stąd ich powątpiewanie. A my? A nasza wiara, nasze zaufanie Jezusowi? Bardzo często na pewno powtarzamy słowami nasze wyznanie wiary, bardzo często słowem mówimy o naszej wierze w Boga, w Trójcę Świętą, we wszystkie prawdy objawione przez Boga i głoszone przez Kościół św. Czy jednak naprawdę wierzymy? Czy rzeczywiście na co dzień ukazujemy naszą wiarę przez wsłuchiwanie się w słowo Jezusa – by je poznawać, rozważać i starać się postępować według wskazań dawanych nam przez Boga?
niedziela, 04 luty 2018 21:24

30 stycznia 2018

Napisał
WTOREK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 5, 21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali.
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc zbliżyła się z tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości.
A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął się mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: «Kto się Mnie dotknął?»” On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości”.
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: „Nie bój się, wierz tylko”. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.
Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich:
„Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”. I wyśmiewali Go.
Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.


     „ (...) polecił, aby jej dano jeść.”
Takim stwierdzeniem kończy św. Marek opis wskrzeszenia córki przełożonego synagogi, Jaira. Informacja, która wydaje się mówić o sprawie niezbyt ważnej... Jest ona jednak ważnym sygnałem, które wyraża i potwierdza troskę Chrystusa o potrzeby ludzi, nawet i te, które może nie zawsze są dostrzegane przez innych, choć są jakże ważne. Można by bowiem przypuścić, że fakt wskrzeszenia tej dziewczyny mógł tak zadziwić świadków wydarzenia, że wśród radości spowodowanej cudem Jezusa, zapomniano o tym, że trzeba się zatroszczyć o nią, że mogła chcieć coś zjeść czy czegoś sie napić... To zatroskanie Chrystusa o taką sprawę, którą może by nie zauważono – uczy nas także troski o potrzeby naszych bliźnich, troski o te nawet niewielkie sprawy dziejące się wokół nas. Potrzeba nam chodzenia przez życie z otwartymi oczami, z otwartym sercem dla drugiego człowieka. A wtedy będziemy mogli dostrzegać tych ludzi, którzy są obok nas, a którym możemy pomóc nawet drobnym gestem ludzkiej życzliwości. Wiele jest takich możliwości, które obejmują nie tylko jakieś grosze ofiarowane komuś, kto nas o to prosi. Może trzeba komuś ustąpić miejsca w autobusie, może trzeba komuś pomóc nieść ciężki pakunek, może trzeba odwiedzić kogoś chorego czy samotnego? A może jeszcze co innego dostrzeżemy, gdy popatrzymy wokół siebie? A więc patrzmy!
niedziela, 04 luty 2018 21:22

29 stycznia 2018

Napisał
PONIEDZIAŁEK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 5,1-20

Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego.
Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach.
Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i krzyczał wniebogłosy: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie”. Powiedział mu bowiem: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I zapytał go: „Jak ci na imię?” Odpowiedział Mu: „Na imię mi legion, bo nas jest wielu”. I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.
A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: „Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli”. I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze.
Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.
Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.


     „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą.”
Powołanie, które otrzymał od Jezusa człowiek, który został przez Niego ocalony od skutków opętania. Ma on wśród swoich najbliższych: członków rodziny, krewnych, znajomych czy sąsiadów dawać świadectwo o tym, co go spotkało, o tym, że został on uratowany przez Jezusa. Powołanie – jak się może wydać – bardzo łatwe w realizacji, bo nie wymaga jakichś szczególnych przygotowań, gromadzenia potrzebnych środków na podróż w dalekie strony czy też organizowania podróży i pobytu w jakimś miejscu oddalonym od własnej ojczyzny... Jednak jest to jednocześnie powołanie, które rzeczywiście nie musi być wcale łatwe i proste. Głoszenie Dobrej Nowiny, dzielenie się własną wiarą, dawanie świadectwa o Jezusie swoim bliskim często może być sprawą trudną. Także wśród swoich możemy się spotkać z wyśmiewaniem się z życia religijnego, z krytyką wobec postawy chrześcijańskiej, z trudnościami w wypełnianiu zobowiązań płynących z nauki Ewangelii. Nie może jednak to nas powstrzymywać przed dawaniem świadectwa o własnej wierze, o przynależności do Kościoła św., o pragnieniu postępowania według nauki Jezusa Chrystusa. Starajmy się o takie świadectwo dawane w codzienności własnego życia i prośmy naszego Zbawiciela o Jego pomoc w realizacji tego zadania, do którego On także nas powołuje i posyła.
sobota, 03 luty 2018 15:28

28 stycznia 2018

Napisał
CZWARTA NIEDZIELA ZWYKŁA


Mk 1,21-28

W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”.
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego.
A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.


     „Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.”
W ten sposób informuje nas Ewangelista o wyjątkowym charakterze nauczania Jezusa podczas lat Jego publicznej działalności. Było coś szczególnego w słowach i czynach Jezusa, co zwracało uwagę tych, którzy gromadzili się, by słuchać tych słów i widzieć cuda przez Niego czynione, a nawet – by prosić o jakąś łaskę w sytuacji dotkliwego cierpienia własnego lub kogoś bliskiego. To szczególne nauczanie Jezusa, Syna Bożego, Zbawiciela świata, Mesjasza zapowiadanego i oczekiwanego – zostało spisane przez autorów Ewangelii i jest ono częścią kanonu Nowego Testamentu. Możemy do tych tekstów sięgać i poznawać Jezusowe nauczanie, możemy poznawać to, co jest treścią Dobrej Nowiny, jak została ona przekazana poprzez kolejne pokolenia uczniów Chrystusa Pana aż po czasy nam współczesne. Tak, możemy i powinniśmy to czynić. Pamiętając choćby o tym, o czym mówi nam powyższy fragment Bożego słowa o wyjątkowym charakterze nauczania Jezusa Chrystusa, powinniśmy się mobilizować do tego, by to nauczanie było dla nas przedmiotem naszej codziennej lektury i refleksji. Stąd Księga Bożego słowa powinna być przez nas trzymana w ciągłej bliskości i w codziennym naszym planie dnia powinniśmy mieć czas zarezerwowany na lekturę i refleksję nad słowami zapisanymi w Piśmie św. Troszczmy się o coraz lepsze poznawanie nauki Chrystusa Pana!
Strona 1 z 80

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86 473 46 11
fax 86 473 46 31

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png