Słowo Życia

Słowo Życia (1360)

środa, 13 marzec 2019 21:29

18 lutego 2019

Napisał
PONIEDZIAŁEK SZÓSTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 8,11-13

Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: „Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu”.
I zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.


     „Czemu to plemię domaga się znaku?”
Dzisiejsze słowo przedstawia nam postawę części słuchaczy Jezusowego nauczania, którzy poszukiwali ciągle nowych znaków czynionych przez Zbawiciela, którzy chcieli oglądać jakieś cuda zdziałane przez Niego. Nie wystarczyły im te znaki, których byli świadkami, znaki czynione w wielkiej liczbie. W tej sytuacja jednak żadna ilość „cudownych rzeczy” by ich zadowoliła, bo nie patrzyli na nie w perspektywie wiary. Potrzebna bowiem była wiara, by przyjąć czyny Jezusa, przyjąć znaki czynione przez Niego jako świadectwo Jego godności Syna Bożego, świadectwo tego, że jest On oczekiwanym Mesjaszem. My także musimy na płaszczyźnie wiary i zaufania Bożemu słowu przyjmować to wszystko, co On nam objawia. Tak trzeba nam czynić, bo nie zawsze i nie wszystko jesteśmy w stanie zgłębić naszym ludzkim rozumem, nie wszystko jesteśmy w stanie sprawdzić w sposób empiryczny czy przy pomocy naszych zmysłów. Jeden choćby przykład: prawda o tym, że chleb i wino stają się Ciałem i Krwią naszego Zbawiciela w czasie Mszy św. i możemy Go przyjmować podczas Komunii św. To prawda przekraczająca nasze ludzkie pojmowanie rzeczywistości, jednak prawda przez nas przyjmowana z wiarą w Boże objawienie nam dane. Obejmijmy naszą wiarą i ufnością pokładaną w Bogu wszystkie prawdy nam przekazane!
środa, 13 marzec 2019 21:28

17 lutego 2019

Napisał
SZÓSTA NIEDZIELA ZWYKŁA


Łk 6,17.20-26

Jezus zeszedł z dwunastoma Apostołami na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu.
A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:
„Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.
Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem ojcowie ich czynili fałszywym prorokom”.


     „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.”
Raz jeszcze czytamy czy słyszymy jak Jezus mówi do nas słowa Swoich błogosławieństw. Chcemy być błogosławieni, chcemy należeć do grona tych, którzy są uczestnikami szczęścia, prawdziwego szczęścia, szczęścia głębokiego i trwałego. Jednak, kiedy słyszymy Chrystusowe słowa ukazujące kto tak naprawdę jest błogosławiony – dostrzegamy, że ta miara szczęścia, o której mówi nam Zbawiciel, nie bardzo zgadza się z ludzkim wyobrażeniem szczęścia i dążenia do niego. Jednak trzeba nam zaufać Chrystusowi, który pokazuje nam, że ziemskie wyobrażenia szczęścia często dotyczą rzeczy dających tylko powierzchowną radość, która jest nietrwała, przemijająca... Jezus zaś wskazuje nam drogę, która nas może doprowadzić do szczęścia wiecznego, do radości trwalej, głębokiej, prawdziwej w Jego królestwie. Jakże trzeba nam przyjąć z ufnością to słowo naszego Zbawiciela i podążać za Nim drogą, którą On nam ukazał na kartach Ewangelii. Tę naukę odnajdujemy na kartach Biblii, jest ona nam przypominana w słowie kierowanym do nas przez Kościół św., jest ona nam przedstawiona w sylwetkach biograficznych wielu ludzi, którzy – jako święci i błogosławieni – swoim własnym życiem i postępowaniem pozostawili nam przykład zdążania za Zbawicielem drogą błogosławieństw ewangelicznych. Idźmy za ich przykładem!
poniedziałek, 11 marzec 2019 22:03

16 lutego 2019

Napisał
SOBOTA PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 8,1-10

Gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka”.
Odpowiedzieli uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?”
Zapytał ich: „Ile macie chlebów?”
Odpowiedzieli: „Siedem”.
I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy te siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać.
Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił.
Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.


     „Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów.”
W taki właśnie sposób zatroszczył się Chrystus Pan o tych ludzi, którzy zgromadzeni byli wokół Niego w tym celu, by słuchać słów Jego nauczania. Rozmnożył dla nich pokarm tak obficie, że nie tylko wszyscy obecni mogli nasycić swój głód, ale jeszcze sporo jedzenia pozostało... Chrystus był zatroskany o tych, którzy przychodzili do Niego, słuchali Jego nauczania, prosili Go o zmiłowanie w różnych ważnych sprawach dla nich samych lub dla bliskich. Jest On także zatroskany o nasze codzienne sprawy. On darzy nas Swoją wielką miłością. Czy o tym pamiętamy? Czy pociągnięci świadomością tej miłości Zbawiciela dla nas – kierujemy do Niego prośby w różnych ważnych sprawach dla nas i dla naszych bliskich? Czy w naszej codziennej modlitwie rzeczywiście oddajemy Mu to wszystko, co jest bolesne, trudne, co stanowi źródło cierpienia dla nas samych, dla własnego małżeństwa czy rodziny, dla naszych krewnych czy znajomych? Czy dotykając różnych spraw niełatwych na drogach życia, słysząc o nich z opowieści innych ludzi czy z przekazów medialnych – oddajemy je Panu Bogu, prosząc o to, by On miał miłosierdzie dla nas i dla świata całego (jak mówią słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego)? Oddawajmy się codziennie pod opiekę Tego, który nas do końca umiłował!
poniedziałek, 11 marzec 2019 22:02

15 lutego 2019

Napisał
PIĄTEK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 7,31-37

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.
I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.


     „I pełni zdumienia mówili: «Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».”
Takimi słowami świadkowie publicznej działalności Chrystusa Pana oceniali Jego czyny: dobrze uczynił wszystko. Zastanówmy się nad własnym życiem codziennym, odnosząc do siebie te słowa, które opisują Jezusa. Czy o nas możemy powiedzieć: dobrze czynimy wszystko? Czy o nas ci, którzy nas obserwują, mogą to powiedzieć? Czy Chrystus Pan może o nas powiedzieć – a On bardzo dobrze zna nasze czyny, słowa i myśli – dobrze czynią wszystko? Pewnie nie... Rachunek sumienia, konfrontacja naszego codziennego życia z Bożą nauką, spojrzenie na codzienność w świetle Ewangelii ukazuje nam z pewnością, że trzeba nam wiele popracować nad własnym życiem, by było ono właściwym wypełnianiem zadań związanych z powołaniem, którym Bóg nas obdarzył, powołaniem chrześcijańskim. Różne sytuacje w tym naszym postępowaniu są pewnie wyrazem braku dobra. Mogą to być dobre uczynki, które mogliśmy spełnić, a nie uczyniliśmy ich. Mogą to być słowa wyrażające brak miłości: słowa plotki, obmowy, nieuzasadnionej krytyki, a może nawet słowa znieważające bliźniego, oszczerstwa, kłamstwa dotyczące drugiego człowieka. Mogą to być uczynki grzeszne, złe – raniące bliźniego, naruszające jego zdrowie czy ludzką godność, ludzką własność... A może jeszcze inne zachowania? Bądźmy naśladowcami Chrystusa. On dobrze czynił wszystko!
niedziela, 10 marzec 2019 22:33

14 lutego 2019

Napisał
ŚWIĘTO ŚWIĘTYCH: CYRYLA, ZAKONNIKA I METODEGO, BISKUPA, PATRONÓW EUROPY


Łk 10,1-9

Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.
W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę.
Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»”.


     „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało, proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na Swoje żniwo.”
Jezus mówi Swoim uczniom o wielkości pracy, jaka czeka ich, ich współpracowników i następców; mówi o wielkiej pracy, która czeka na wszystkich członków Kościoła św. To praca ewangelizacyjna, to praca katechetyczna, to zadanie niesienia Jezusowej nauki do ludzi całego świata, „aż po krańce ziemi”. To zadanie jest tak wielkie, że – jak mówi Chrystus – trzeba prosić nieustannie Boga, Pana żniwa, aby powoływał i posyłał głosicieli, świadków, apostołów – pracowników do tego Bożego żniwa. Przyjmijmy to wezwanie Chrystusowe do modlitwy. Widzimy zresztą prawdziwość słów naszego Pana także w czasach nam współczesnych. Docierają do nas informacje z różnych stron o potrzebie ciągle nowych, gorliwych głosicieli Bożego słowa, słyszymy o brakach w liczbie kapłanów w niejednym miejscu na świecie; słyszymy o tym, że tak wiele pracy mają misjonarze niosący ludziom naukę Chrystusa, że każdy nowy człowiek wspierający ich w tej pracy byłby bardzo potrzebny... Jeśli tak się sprawy mają, to odpowiedzmy na to wezwanie, które Jezus i do nas kieruje: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników”. Pamiętajmy o modlitwie w intencji powołań do kapłaństwa, do życia zakonnego, do posługi misyjnej – do każdej pracy potrzebnej w Winnicy Pana, którą jest Kościół św.
niedziela, 10 marzec 2019 22:31

13 lutego 2019

Napisał
ŚRODA PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 7,14-23

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.


     „(...) co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym.”
To stwierdzenie Jezusa, które jest przedmiotem naszej dzisiejszej refleksji, przekazuje nam prawdę, która jest szczególnie ważna. To, co wychodzi z człowieka, z jego wnętrza, a więc: to jakie jest jego wnętrze – i czyny, słowa, całe życie będące owocem tego, jakie jest to wnętrze – jest sprawą niesamowicie ważną. Jest sprawą o wiele ważniejszą niż to, co jest „na zewnątrz”, to, co „z zewnątrz” pochodzi. A przecież tak często i tak gorliwie zazwyczaj troszczymy się o to, co na zewnątrz. Korzystamy codziennie, nawet niejednokrotnie w ciągu dnia, z wody, ze środków higieny i kosmetyków. Dbamy o to, by zmieniać naszą odzież, korzystamy także z pralki czy pralni. Również dbamy o to, by sprzątać własne mieszkanie, miejsca, w których żyjemy, pracujemy... Wszystko to robimy dlatego, że chcemy żyć „czysto”, staramy się dobrze wyglądać na zewnątrz wobec tych, których spotykamy... A Jezus nam mówi, że ważniejsze jest to, co wewnątrz, co w sercu – i z serca pochodzi. Bo przecież stan naszego wnętrza, stan naszego sumienia rzutuje na to, jakimi jesteśmy na zewnątrz. Jeśli sprawy naszego wnętrza są nieuporządkowane, jeśli nie zatroszczymy się o ład serca – to nie da się tego „przypudrować” czysto zewnętrznym działaniem, działaniem tylko „na pokaz”. Może więc warto się zapytać siebie o to, jakie jest nasze wnętrze?
niedziela, 10 marzec 2019 22:28

12 lutego 2019

Napisał
WTOREK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 7,1-13

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieumytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.
Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?”
Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad, podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”.
I mówił do nich: „Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: «Czcij ojca swego i matkę swoją» oraz: «Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie». A wy mówicie: «Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie», to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie”.


     „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.”
Tak prorok Izajasz przekazuje słowo Boże w odniesieniu do ludzi sobie współczesnych, ludzi w zewnętrzny sposób poprawnie spełniający przewidziane obrzędy, składający wskazane Prawem ofiary, modlący się modlitwami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie w Narodzie Wybranym. Postawiony został zarzut, że wszystkie te ceremonie, ofiary, słowa – są tylko czymś zewnętrznym, bez zaangażowania serca tych, którzy pełnią służbę Bożą, którzy do Boga zwracają się ze swoją modlitwą i ofiarą. Chrystus Pan podejmuje te słowa i przytacza, odnosząc je do niektórych ludzi, którzy Go otaczali, którzy poddawali krytyce Jego zachowanie i zachowanie Jego uczniów. Warto jednak odnieść to Boże słowo także do nas, współczesnych uczniów Pana Jezusa. Warto odnieść te słowa do naszej relacji z Bogiem: do uczestniczenia w Ofierze Mszy św., do naszej codziennej modlitwy, do naszego przeżywania poszczególnych świąt i okresów w roku liturgicznym. Czy rzeczywiście nasza obecność w świątyni na Mszy św. – to obecność zaangażowana, obecność „z sercem”? Czy nasza codzienna modlitwa wyraża nasze rzeczywiste pragnienie spotkania z Bogiem – czy jest to może „klepanie wyuczonych zdań”? Czy nasze przeżywanie poszczególnych momentów roku liturgicznego jest przeżywaniem prawdziwie chrześcijańskim? Zadajmy sobie te pytania!
niedziela, 10 marzec 2019 18:02

11 lutego 2019

Napisał
PONIEDZIAŁEK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,53-56

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.


     „A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.”
W ten sposób relacjonuje nam św. Marek spotkania Jezusa z ludźmi dotkniętymi chorobą, cierpieniem. Jeśli Jezus jest Synem Bożym, to zrozumiałą jest rzeczą, iż dotknięcie Go z wiarą, że może On pomóc w tym momencie doświadczenia choroby, przynosiło zdrowie tym, którym udało się do Niego zbliżyć. Zrozumiałą jest też rzeczą, że przychodziło tak wielu ludzi z różnych stron, by słuchać Jego słów, by doświadczyć znaków Jego miłości dla każdego człowieka. Każde spotkanie z Jezusem jest szczególnym doświadczeniem Jego miłości dla nas. Stąd i nam trzeba starać się o to, by „dotknąć Jezusa”. Nie możemy tego uczynić w taki sposób, jaki był dany tym, którzy byli świadkami naocznymi Jego publicznej działalności. Możemy jednak w różny sposób spotykać Go – i każde to spotkanie może być dla nas szczególnym doświadczeniem tego, że Bóg daje nam Swą moc, że Bóg daje nam Swe błogosławieństwo, obdarza nas darami Swej łaski. Są to spotkania z Chrystusem podczas Najświętszej Ofiary Mszy św.; są to spotkania z Jezusem podczas czytania i rozważania słowa Bożego zapisanego na kartach Ewangelii; są to spotkania z Nim podczas naszej codziennej modlitwy. Chrystus Pan daje nam różne możliwości spotkania ze Sobą – korzystajmy więc z tych spotkań, by móc czerpać z Jego darów dla nas.
niedziela, 10 marzec 2019 17:57

10 lutego 2019

Napisał
PIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA


Łk 5,1-11


Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, że zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu, rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, przez całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.


     „Mistrzu, przez całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci.”
Jakże trzeba zauważyć i bardzo mocno podkreślić to, o czym mówią te słowa Szymona. Oto doświadczony rybak, dobrze znający swoją pracę i warunki na tym jeziorze, mówi o tym, że całą noc przepracowali: on sam oraz ci, którzy mu towarzyszyli. Ich wysiłek był całkowicie bezowocny. Są oni na pewno zmęczeni i jednocześnie – na podstawie swego doświadczenia – wiedzą, że kontynuacja łowienia w ciągu dnia jest pozbawiona szans na jakiś połów. Pomimo tego Szymon mówi do Chrystusa o swej gotowości, by uczynić według Jego słowa, a nie według własnego doświadczenia. W konsekwencji w sieciach znalazła się tak wielka liczba ryb, że zaczęły się rwać i była potrzebna dodatkowa pomoc, aby nie stracić połowu, ale go dostarczyć na brzeg. To zaufanie Szymona Piotra i tych, którzy włączyli się do tego połowu – jest ukazaniem tego, że i nam warto zaufać Jezusowi, warto podążać za Jego słowem, za Jego nauką. Bywa nieraz tak, że człowiek nie chce iść za Chrystusem, tylko wybiera jakąś własną drogę; nieraz ktoś chce okazać posłuszeństwo Zbawicielowi tylko w niektórych sprawach, w odniesieniu tylko do niektórych nauk obecnych w Jego Ewangelii – odrzucając inne... Postawa Szymona i jego towarzyszy jest wskazaniem dla nas: Jezusowi warto zaufać!
niedziela, 10 marzec 2019 17:55

9 lutego 2019

Napisał
SOBOTA CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,30-34

Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.


     „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco.”
Chrystus Pan zwraca uwagę na odpoczynek, na jego znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania człowieka i dla dobrego pełnienia różnych zadań, które mamy do zrealizowania w codziennym życiu. Ten odpoczynek był także potrzebny Jezusowym uczniom, stąd On mówi im o tym, by na „miejscu pustynnym” wypoczęli. Warto jednak wziąć pod uwagę jedną rzecz. Odpoczynek może i powinien mieć charakter nie tylko regeneracji sil fizycznych. To jest rzeczą potrzebną, szczególnie dla tych osób, które bardzo wiele swoich sił i energii angażują w swą codzienną pracę czy też w inne zajęcia, które wykonują. Jednak czas „odpoczynku” od codziennego zabiegania i natłoku zajęć może być wykorzystany także w wymiarze duchowym. Stąd wielu ludzi chętnie korzysta z czasu urlopu czy wakacji na różnego rodzaju rekolekcje czy dni skupienia, konferencje... i mówią o tym, że był to czas piękny, wartościowy, że dobrze się stało, że taką decyzję podjęli, by właśnie w ramach czasu wolnego, urlopu – czy nawet wolnego weekendu – skorzystać z możliwości refleksji nad własnym życiem w świetle Bożego słowa, refleksji nad własnym powołaniem, nad własnym małżeństwem, nad relacjami w rodzinie... Jezus nas zachęca nie tylko do fizycznego odpoczynku, ale także do czasu słuchania i refleksji. Czy mamy taki czas w naszym życiu? Czy chcemy z niego skorzystać?
Strona 3 z 98

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86/ 216 25 91

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png