ks. Jan Krupka

środa, 19 luty 2020 20:27

8 lutego 2020

SOBOTA CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,30-34

Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.


     „ (...) byli bowiem jak owce nie mające pasterza.”
Zrozumiałą jest rzeczą, że owce nie mające pasterza, który by się o nie troszczył, by je prowadził i o nie miał staranie – bardzo łatwo mogą się zagubić. Takiego przewodnictwa i opieki bardzo im potrzeba. Takiej właśnie opieki potrzeba także i nam. Ale z pomocą przychodzi nam Chrystus. Ten, który okazywał litość i miłość Sobie współczesnym podczas działalności publicznej, jest Tym, który mówi o Sobie, że jest Dobrym Pasterzem. Jest także naszym Pasterzem. On troszczy się o nas, opiekuje się nami i prowadzi nas na drogach codzienności. Prowadzi nas przez słowo Swej nauki. Prowadzi nas dając nam Swe błogosławieństwo. Prowadzi nas, troszcząc się o to, czego nam potrzeba na drogach życia. W sposób szczególny dostrzegamy tę Chrystusową szczodrość w liturgii Mszy św., gdzie Jezus daje nam Siebie samego jako nasz Pokarm. Jednak bardzo ważną rzeczą, na którą musimy zwrócić uwagę, to fakt, że Chrystus pozostawia nas wolnymi. On chce, byśmy w wolności wyrażali swą gotowość do pójścia za Nim. Przyjmijmy więc Jezusa jako naszego Pasterza. Pozwólmy, by On był zawsze nam Przewodnikiem po drogach naszego życia. Przyjmijmy to, czym On chce nas obdarować. Pójdźmy za Nim z całym przekonaniem o prawdziwości słów Psalmisty: „Pan mym Pasterzem, nie brak mi niczego!”.
poniedziałek, 17 luty 2020 10:27

7 lutego 2020

PIĄTEK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,14-29

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: „Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”. Inni zaś mówili: „To jest Eliasz”; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: „To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał”.
Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: „Proś mię, o co chcesz, a dam ci”. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa”. Ona wyszła i zapytała swą matkę: „O co mam prosić?” Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”.
Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.


     „Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę.”
Tak informuje nas św. Marek o tym, w jaki sposób Herod Antypas patrzył na Jana Chrzciciela. Znał go – jak mówi Ewangelista – jako męża prawego i świętego, słuchał go chętnie. Jednak nie przyjmował słów głoszonych przez niego jako wskazujące mu zadanie do zrealizowania. Kiedy Jan wzywał do zakończenia grzesznej relacji z Herodiadą – nie usłuchał go. Nie zdobył się na zmianę postępowania. Następnie uległ on żądaniu córki Herodiady, kiedy ta oświadczyła, że chce otrzymać głowę Jana Chrzciciela. To niezdecydowanie Heroda, ta niejednoznaczność w jego postawie wobec Jana i jego misji skłania także nas do refleksji. Musimy sobie zadawać pytanie i zastanawiać się nad naszą postawą wobec słowa Bożego nam głoszonego. Czy rzeczywiście mamy nasze uszy i nasze serca otwarte na przyjmowanie tego słowa? Czy chcemy, aby to słowo, ta nauka była naprawdę drogowskazem dla naszego życia? Wymaga to zdecydowania z naszej strony, zdecydowania w pracy nad sobą. Nie możemy „stać w miejscu”, jak nieraz mówimy, jeśli chodzi o sprawy naszego życia chrześcijańskiego. Oznacza to nie tylko słuchanie słowa Bożego, ale także systematyczność w rachunku sumienia, systematyczność w pracy nad własnym życiu – by do Chrystusa ciągle się zbliżać. Obyśmy potrafili tak czynić!
poniedziałek, 17 luty 2020 10:23

6 lutego 2020

CZWARTEK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,7-13

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi.
I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”.
I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”.
Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.


     „Jezus przywołał do Siebie Dwunastu i zaczął ich rozsyłać po dwóch.”
Relacja Ewangelisty o posłaniu Dwunastu z misją dawania świadectwa o Jezusie. Niech to słowo, czytane dzisiaj w liturgii I czwartku miesiąca lutego, będzie dla nas zachętą do tego, byśmy pamiętali o tych, którzy są przez Chrystusa powołani i posyłani w czasach nam współczesnych. Mamy bowiem pamiętać w naszej modlitwie o tej szczególnej intencji – szczególnie w dzień czwartkowy (przypominający nam dzień Wielkiego Czwartku). Polecajmy więc Bogu naszą prośbę o nowe, liczne, gorliwe powołania do pracy w Winnicy Pana. Prośmy Boga, by nie brakowało powołanych do kapłaństwa, do życia zakonnego, do posługi misyjnej w Kościele. Jezusowe stwierdzenie o tym, że żniwo wielkie, a robotników mało – pozostaje wciąż aktualne. Prośmy też Boga w intencji tych, których On powołał. Polecajmy Mu tych, którzy są w seminariach, w domach formacji zakonnej; polecajmy tych, którzy wypełniają posługę kapłańską, zakonną, misyjną – także i tych, którzy pośród nas pracują. Prośmy Boga o potrzebne dla nich błogosławieństwo Pana, o potrzebne dla nich siły do wypełniania ich misji. Ta modlitwa niech będzie też naszym wyrazem wdzięczności, że Bóg postawił tych ludzi na naszej drodze życia, że możemy z ich posługi korzystać. Włączmy się w czwartkową modlitwę Kościoła św. w intencji powołań i powołanych.
niedziela, 16 luty 2020 19:39

5 lutego 2020

ŚRODA CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,1-6

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze.
A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”.
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.


     „Dziwił się też ich niedowiarstwu.”
Relacja o pobycie Jezusie w synagodze w rodzinnym Nazarecie mówi o trudności, z jaką przychodziło mieszkańcom tej miejscowości przyjąć prawdę o tym, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem, posłanym przez Boga, zgodnie z zapowiedziami zawartymi na kartach słowa Bożego. Trudno było przyjąć tę prawdę zapewne także dlatego, że – jak się wydaje – oczekiwania dotyczące Mesjasza były zupełnie odmienne. Bardziej oczekiwany był ktoś o charakterze królewskim, ktoś pełen majestatu. Bardziej wyobrażany był Boży Pomazaniec jako ktoś, kto by stanął na czele ludu i poprowadził do odniesienia triumfu nad rzymską władzą okupującą Palestynę. W osobie Jezusa, którego mieszkańcy Nazaretu znali od lat, którego widzieli wzrastającego w domu Maryi i Jozefa – trudno było dostrzec kogoś takiego. Stąd ich niedowiarstwo, stąd ich powątpiewanie. A my? A nasza wiara, nasze zaufanie Jezusowi? Bardzo często na pewno powtarzamy słowami nasze wyznanie wiary, bardzo często słowem mówimy o naszej wierze w Boga, w Trójcę Świętą, we wszystkie prawdy objawione przez Boga i głoszone przez Kościół św. Czy jednak naprawdę wierzymy? Czy rzeczywiście na co dzień ukazujemy naszą wiarę przez wsłuchiwanie się w słowo Jezusa – by je poznawać, rozważać i starać się postępować według wskazań dawanych nam przez Boga?
niedziela, 16 luty 2020 19:37

4 lutego 2020

WTOREK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 5, 21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali.
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc zbliżyła się z tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości.
A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął się mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: «Kto się Mnie dotknął?»” On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości”.
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: „Nie bój się, wierz tylko”. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.
Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich:
„Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”. I wyśmiewali Go.
Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.


     „ (...) polecił, aby jej dano jeść.”
Takim stwierdzeniem kończy św. Marek opis wskrzeszenia córki przełożonego synagogi, Jaira. Informacja, która wydaje się mówić o sprawie niezbyt ważnej... Jest ona jednak ważnym sygnałem, które wyraża i potwierdza troskę Chrystusa o potrzeby ludzi, nawet i te, które może nie zawsze są dostrzegane przez innych, choć są jakże ważne. Można by bowiem przypuścić, że fakt wskrzeszenia tej dziewczyny mógł tak zadziwić świadków wydarzenia, że wśród radości spowodowanej cudem Jezusa, zapomniano o tym, że trzeba się zatroszczyć o nią, że mogła chcieć coś zjeść czy czegoś sie napić... To zatroskanie Chrystusa o taką sprawę, którą może by nie zauważono – uczy nas także troski o potrzeby naszych bliźnich, troski o te nawet niewielkie sprawy dziejące się wokół nas. Potrzeba nam chodzenia przez życie z otwartymi oczami, z otwartym sercem dla drugiego człowieka. A wtedy będziemy mogli dostrzegać tych ludzi, którzy są obok nas, a którym możemy pomóc nawet drobnym gestem ludzkiej życzliwości. Wiele jest takich możliwości, które obejmują nie tylko jakieś grosze ofiarowane komuś, kto nas o to prosi. Może trzeba komuś ustąpić miejsca w autobusie, może trzeba komuś pomóc nieść ciężki pakunek, może trzeba odwiedzić kogoś chorego czy samotnego? A może jeszcze co innego dostrzeżemy, gdy popatrzymy wokół siebie? A więc patrzmy!
środa, 12 luty 2020 20:50

3 lutego 2020

PONIEDZIAŁEK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 5,1-20

Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego.
Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach.
Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i krzyczał wniebogłosy: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie”. Powiedział mu bowiem: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I zapytał go: „Jak ci na imię?” Odpowiedział Mu: „Na imię mi legion, bo nas jest wielu”. I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.
A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: „Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli”. I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze.
Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.
Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.


     „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą.”
Powołanie, które otrzymał od Jezusa człowiek, który został przez Niego ocalony od skutków opętania. Ma on wśród swoich najbliższych: członków rodziny, krewnych, znajomych czy sąsiadów dawać świadectwo o tym, co go spotkało, o tym, że został on uratowany przez Jezusa. Powołanie – jak się może wydać – bardzo łatwe w realizacji, bo nie wymaga jakichś szczególnych przygotowań, gromadzenia potrzebnych środków na podróż w dalekie strony czy też organizowania podróży i pobytu w jakimś miejscu oddalonym od własnej ojczyzny... Jednak jest to jednocześnie powołanie, które rzeczywiście nie musi być wcale łatwe i proste. Głoszenie Dobrej Nowiny, dzielenie się własną wiarą, dawanie świadectwa o Jezusie swoim bliskim często może być sprawą trudną. Także wśród swoich możemy się spotkać z wyśmiewaniem się z życia religijnego, z krytyką wobec postawy chrześcijańskiej, z trudnościami w wypełnianiu zobowiązań płynących z nauki Ewangelii. Nie może jednak to nas powstrzymywać przed dawaniem świadectwa o własnej wierze, o przynależności do Kościoła św., o pragnieniu postępowania według nauki Jezusa Chrystusa. Starajmy się o takie świadectwo dawane w codzienności własnego życia i prośmy naszego Zbawiciela o Jego pomoc w realizacji tego zadania, do którego On także nas powołuje i posyła.
środa, 12 luty 2020 17:46

2 lutego 2020

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO


Łk 2,22-40

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego.
Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela”.
A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono.
Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.
A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.


     „ (...) światło na oświecenie pogan i chwałę ludu twego, Izraela.”
Dziś, w dzień święta Ofiarowania Pańskiego, przypominamy sobie to wydarzenie, które miało miejsce czterdzieści dni od narodzin Jezusa – to, które nam opisuje św. Łukasz, Ewangelista. Idziemy w dniu dzisiejszym do naszych świątyń na Mszę św. niosąc w naszych rękach świece, niosąc gromnice, które zostają poświęcone podczas liturgii. Te właśnie świece pomagają nam pamiętać o tym, o czym mówi starzec Symeon w Świątyni w Jerozolimie, kiedy to nazywa Chrystusa „Światłem na oświecenie pogan”. Jezus Chrystus jest Światłem, On jest Światłością świata. O tej prawdzie przypominają nam nasze świece. O tej prawdzie trzeba nam pamiętać nie tylko dziś, ale każdego dnia naszego życia. Pamięć o tym powinna nas prowadzić do Jezusa, do bycia z Nim; do troski o to, by się nie oddalać od Niego – ale wprost przeciwnie: do tego, by być coraz bliżej Tego, który jest Światłością świata. Potrzebujemy bowiem Chrystusowego światła na drogach naszego życia, potrzebujemy Jego łaski, Jego mocy, Jego błogosławieństwa. Idźmy więc za Tym, który jest naszym Światłem, idźmy za Nim każdego dnia naszego życia. Niech w naszych sercach ciągle na nowo brzmią słowa Pana: „Ja jestem Światłością świata. Kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemności, ale ma światło życia...”
środa, 12 luty 2020 17:38

1 lutego 2020

SOBOTA TRZECIEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 4,35-41

Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.
Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.
Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego : „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”


     „Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego : «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?».”
To reakcja uczniów na uciszenie burzy przez Jezusa. Wystarczyło jedno słowo z Jego strony, by wiatr się uciszył i uspokoiły się wody. Zażegnane zostało niebezpieczeństwo grożące wszystkim znajdującym się w łodzi. Kto ma taką władzę, kto może w ten sposób wydawać polecenia siłom natury? Uczniowie stawiają takie pytanie. My znamy na nie odpowiedź. Znamy ją, bo wynieśliśmy ją z domu rodzinnego, wychowani w wierze przez naszych rodziców, przez chrzestnych czy jeszcze inne osoby spośród naszych najbliższych. Znamy odpowiedź – bo uczestniczyliśmy w katechezie w latach szkolnych, przygotowując się także do sakramentów: do sakramentu pokuty, do pierwszego przyjęcia Jezusa w Eucharystii, do bierzmowania. Znamy – ale jednocześnie musimy ciągle sobie na nowo przypominać tę odpowiedź, odpowiedź na pytanie o tożsamość Jezusa. Kim On jest? A jeszcze bardziej: Kim jest dla nas? Czy naprawdę wierzymy, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, Zbawicielem świata, naszym Królem i Panem? Łatwo odpowiedzieć twierdząco na to pytanie. Jednak za taką odpowiedzią musi iść czyn, codzienne życie przeżywane jako świadectwo tego, co mówimy ustami. Przyglądajmy się swojemu życiu: czy w nim dajemy odpowiedź na to, kim jest dla nas Jezus?
sobota, 10 sierpień 2019 10:45

10 sierpnia 2019

ŚWIĘTO ŚW. WAWRZYŃCA, DIAKONA I MĘCZENNIKA


J 12,24-26

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.
A kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.


     „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity.”
Takie są prawa biologii. Jeśli ziarno ma zaowocować, jeśli ma przynieść plon, jeśli więc ma spełnić swoje zasadnicze zadanie: musi „obumrzeć”, musi ulec „zniszczeniu”, bo oddaje nagromadzone w sobie substancje po to, by nowa roślina mogła żyć, mogła rosnąć, a w przyszłości – wydać owoc. Można by założyć sobie taką sytuację, że nowa roślina nie otrzyma tego, co w ziarnie zostało nagromadzone – i nie rozwinie się. Ale wtedy ziarno to nie spełniłoby swego zadania, bo nie dałoby owocu. Chrystus Pan chce, byśmy także i do swego życia odnieśli te słowa i to porównanie do ziarna. To, czy my w życiu przynosimy i będziemy przynosić owoc – zależy także od tego, na ile potrafimy dawać, dawać z siebie, dzielić się tym, co mamy: naszymi środkami materialnymi, naszym czasem, naszymi talentami i zdolnościami, naszym sercem... Można tego wszystkiego zazdrośnie strzec, chować tylko dla siebie... ale wtedy owoc będzie o wiele słabszy, mniejszy albo nie będzie go wcale. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że dzielenie się z innymi czyni innych – i nas samych – bogatszymi, bo w ten sposób przynosimy owoc, o którym mówi nam Jezus. Pomyśl, co te słowa dla ciebie znaczą: „(...) jeśli obumrze, przynosi plon obfity”.
środa, 07 sierpień 2019 11:36

9 sierpnia 2019

ŚWIĘTO ŚW. TERESY BENEDYKTY OD KRZYŻA, DZIEWICY I MĘCZENNICY


Mt 25,1-13

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięty lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.
Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”. Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy.
A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”.
Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto.
W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam”.
Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».


     „Królestwo Niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien...”
Ciekawy obraz z przypowieści, który Jezus nam przekazuje, obraz chyba dobrze nam znany. Dziesięć panien z lampami, które miały za zadanie uroczyście przywitać pana młodego, kiedy ten przybywał na ucztę. Część z tych panien przygotowała się na tę ewentualność, że pan młody może się opóźnić, że trzeba będzie czekać dłużej (miały w tym celu zapasową oliwę, by ich lampy nie zgasły). Pozostałe nie były na tyle roztropne. I okazało się, że właśnie te przygotowane na czekanie, będące gotowe na każdy moment, by powitać przybywającego pana młodego, mogły potem uczestniczyć w radości uczty weselnej. Poprzez słowa tej przypowieści Jezus nas wzywa do takiej postawy gotowości, postawy czuwania na Jego przybycie do nas; oczekiwania na godzinę naszego spotkania z Nim, Sędzią żywych i umarłych. Nie znamy czasu, godziny tego spotkania z Nim, nie wiemy, kiedy ono nastąpi. Dlatego mamy być zawsze oczekujący z „zapalonym światłem”: a więc z sercem płonącym miłością dla Boga, z wiarą przenikającą naszą codzienność, z nadzieją, że Pan spełni Swe obietnice nam pozostawione. W takiej sytuacji będziemy naprawdę zawsze gotowi, by stanąć przed naszym Zbawicielem. Przyjmijmy więc Jego wezwanie do czuwania: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.
Strona 1 z 145

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86/ 216 25 91

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png