ks. Jan Krupka

czwartek, 22 luty 2018 13:06

9 lutego 2018

PIĄTEK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 7,31-37

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.
I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.


     „I pełni zdumienia mówili: «Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».”
Te słowa zamykają dzisiejszy fragment Ewangelii i jednocześnie są pewnym podsumowaniem całego nauczania Jezusa, Jego słów oraz czynów dokonywanych przez Niego podczas Jego publicznej działalności. Świadkowie tego czasu ziemskiego życia Chrystusa mówią o tym, że dokonuje On rzeczy niezwykłych: przywraca słuch głuchym i niemym mowę. Czytając inne fragmenty Bożego słowa wiemy, że także wiele innych znaków było przez Niego dokonywanych. Obserwujący te wszystkie wydarzenia podsumowują to jednym krótkim stwierdzeniem: dobrze uczynił wszystko. Słowa te mogą być także swoistym hasłem wskazującym nam drogę postępowania na co dzień. Tak żyć, tak postępować, tak zachowywać się w różnych sytuacjach by można było także o nas powiedzieć: dobrze czynią wszystko. Nie zawsze jednak jest to sprawa prosta i łatwa. Okazje do złych czynów, pokusy do popełnienia grzechu – są czymś, przed czym ciągle musimy stawać. Musimy się jednak mobilizować do tego, by czynić dobro, by unikać zła, niewierności Bogu i Jego nauce. Obyśmy rzeczywiście troszczyli się o to, by nasze myśli, słowa, czyny – także zawsze były dobre, były jak najlepsze. Będzie to także nasze świadectwo dawane o naszej przynależności do uczniów Chrystusa Pana, naszej przynależności do Kościoła św.
czwartek, 22 luty 2018 13:04

8 lutego 2018

CZWARTEK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 7,24-30

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu.
Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.
Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”.
Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”.
On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.


     „ (...) prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.”
Ewangelista przekazuje nam dziś swoją relację o tym, jak pewna kobieta przybyła do Jezusa prosić Go o łaskę zdrowia dla swej córki. Kobieta ta była poganką, jednak noszącą w swym sercu wiarę w to, że właśnie Jezus może być dla córki ratunkiem, że może On wyrzucić złego ducha, że On może udzielić tej pomocy, którą córka potrzebuje. Wielka jest jej wiara i wielka miłość dla córki – dlatego też podejmuje szczególny trud przybycia do Jezusa z prośbą o zmiłowanie. Jezus tę prośbę przyjmuje: „Idź, zły duch opuścił twoją córkę.” I ona uwierzyła słowu Jezusa, odeszła – z wiara, że „na odległość” ten cud został uczyniony, że córka została uwolniona z mocy złego ducha. Stajemy pełni podziwu wobec wiary, miłości, zaufania tej kobiety. Czy nie trzeba jednak – wpatrując się w jej postawę – uczyć się jednocześnie takiej wiary, takiego zaufania pokładanego w Chrystusie, naszym Panu i Zbawcy? Takiej miłości dla bliźniego, która by skłaniała do nawet wielkiego trudu dla dobra drugiego człowieka, który jest w potrzebie? Wpatrujmy się więc w postać Syrofenicjanki z dzisiejszej Ewangelii i pytajmy się o to, jaka jest nasza wiara w Boga; zastanawiajmy się nad naszym zaufaniem w Nim pokładanym; rozważajmy, szukając odpowiedzi: jaka jest nasza miłość Boga i bliźniego?
czwartek, 22 luty 2018 13:03

7 lutego 2018

ŚRODA PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 7,14-23

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.


     „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym.”
Dzisiejszy fragment Ewangelii według św. Marka mówi nam o dyskusji Jezusa z Swoimi rozmówcami. Dyskusja ta dotyczyła – jak się wydaje – sprawy ważnej dla współczesnych Chrystusowi, czegoś, co nie ma większego związku z naszymi realiami. Zachowanie określonych, nawet bardzo szczegółowych przepisów, zasad, poleceń na temat czystości rytualnej: słowa te także nam mogą być jakąś wskazówką? Jeśli się zatrzymamy, by zastanowić się nad tym, co Chrystus Pan mówi Swoim rozmówcom, wydaje się, że możemy tu dać odpowiedź pozytywną. Nieczystość, na którą zwraca uwagę Zbawiciel, to nie ta pochodząca „z zewnątrz”, która wynika z braku przestrzegania pewnych praw i poleceń – ale przede wszystkim ta, która pochodzi z ludzkiego wnętrza, która „wychodzi z człowieka”. Konkretne postawy, zachowania wyliczone przez Jezusa są wyrazem tej nieczystości sumienia, nieczystości wnętrza. To na nie powinniśmy zwracać uwagę i podejmować systematyczny wysiłek, by tym postawom sie przeciwstawiać: złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, itd. To grzechy, których powinniśmy unikać i podejmować trud walki z nimi. W ten sposób będziemy zatroskani o prawdziwą czystość serc. Wsłuchujmy się więc w to słowo Pana i bądźmy zaangażowani w sprawę czystości naszych wnętrz.
niedziela, 11 luty 2018 21:22

6 lutego 2018

WTOREK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mk 7,1-13

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieumytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.

Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?”
Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad, podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”.
I mówił do nich: „Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: «Czcij ojca swego i matkę swoją» oraz: «Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie». A wy mówicie: «Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie», to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie”.


     „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.”
Zarzut zapisany w słowie Bożym, które jest dziś czytane podczas liturgii, został przytoczony przez Jezusa jako opisujący zachowanie tych, którzy kwestionowali zachowanie Jego oraz Jego uczniów. Zatrzymajmy się przy tych słowach. Warto postawić sobie pytanie: czy nie są one zarzutem, nad którym warto, byśmy my również osobiście się zastanowili. Cześć składana Bogu „wargami” jest czymś, co my także składamy. Nasza codzienna modlitwa osobista, powtarzane słowa dobrze nam znanych modlitw, których nauczyliśmy się jako dzieci w domu rodzinnym, w sali katechetycznej, przygotowując się do sakramentów św. To słowa tzw. pacierza, słowa modlitwy różańcowej czy też innych modlitw odmawianych przez nas codziennie. To także np. słowa obrzędów Mszy św., które odmawiamy wspólnie z innymi osobami uczestniczącymi w liturgii Najświętszej Ofiary. Czy jednak do tych wypowiadanych słów dołączamy nasze „serce”, czy rzeczywiście staramy się, by słowa naszych codziennych modlitw były naprawdę słowami płynącymi z serca, słowami wypowiadanymi świadomie, z uwagą, z refleksją nad tym, co właściwie mówimy? Spróbujmy sobie to pytanie postawić, spróbujmy zadawać je sobie często. Niech ono nam pomoże angażować się „sercem” w słowa, które kierujemy do Boga.
niedziela, 11 luty 2018 21:21

5 lutego 2018

PONIEDZIAŁEK PIĄTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,53-56

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.


     „A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.”
W ten sposób relacjonuje nam św. Marek spotkania Jezusa z ludźmi dotkniętymi chorobą, cierpieniem. Jeśli Jezus jest Synem Bożym, to zrozumiałą jest rzeczą, iż dotknięcie Go z wiarą, że może On pomóc w tym momencie doświadczenia choroby, przynosiło zdrowie tym, którym udało się do Niego zbliżyć. Zrozumiałą jest też rzeczą, że przychodziło tak wielu ludzi z różnych stron, by słuchać Jego słów, by doświadczyć znaków Jego miłości dla każdego człowieka. Każde spotkanie z Jezusem jest szczególnym doświadczeniem Jego miłości dla nas. Stąd i nam trzeba starać się o to, by „dotknąć Jezusa”. Nie możemy tego uczynić w taki sposób, jaki był dany tym, którzy byli świadkami naocznymi Jego publicznej działalności. Możemy jednak w różny sposób spotykać Go – i każde to spotkanie może być dla nas szczególnym doświadczeniem tego, że Bóg daje nam Swą moc, że Bóg daje nam Swe błogosławieństwo, obdarza nas darami Swej łaski. Są to spotkania z Chrystusem podczas Najświętszej Ofiary Mszy św.; są to spotkania z Jezusem podczas czytania i rozważania słowa Bożego zapisanego na kartach Ewangelii; są to spotkania z Nim podczas naszej codziennej modlitwy. Chrystus Pan daje nam różne możliwości spotkania ze Sobą – korzystajmy więc z tych spotkań, by móc czerpać z Jego darów dla nas.
niedziela, 11 luty 2018 21:12

4 lutego 2018

PIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA


Mk 1, 29-39

Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On zbliżył się do niej i ująwszy ją za rękę podniósł. Gorączka ją opuściła i usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.
Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.


     „Gorączka ją opuściła i usługiwała im.”
Jedna z myśli, która się nasuwa przy lekturze tego fragmentu Ewangelii: teściowa Szymona Piotra poprzez swą posługę dla Jezusa i Jego uczniów okazuje swą wdzięczność za dar uzdrowienia z choroby, który otrzymała od Zbawiciela. Powróciwszy w cudowny sposób do zdrowia, korzysta ze swych sil oraz rzeczy, które miała dostępne w domu, aby dobrze i życzliwie przyjąć tych, którzy zagościli pod jej dachem. Warto starać się o naśladowanie jej postawy, postawy charakteryzującej się wdzięcznością za to, co my sami otrzymaliśmy i wciąż otrzymujemy w życiu. Odnosi się to w pierwszym rzędzie do naszej wdzięczności Bogu za to wszystko, czym On nas obdarował i wciąż obdarza w naszym życiu. Zapewne trzeba tu wspomnieć o modlitwie dziękczynnej – za otrzymane łaski. Rzeczywiście, bardzo często potrafimy prosić Boga o rożne laski w naszym modlitwach, wypraszamy Boże miłosierdzie dla nas samych i dla naszych bliskich. Czy jednak pamiętamy o tym, by Bogu dziękować? Pomyślmy również o innych formach okazania naszej wdzięczności Bogu. Za przykładem teściowej Szymona może to być np. troska o to, by korzystać z otrzymanych darów, aby mogły one także służyć innym. Ona wykorzystała swe zdrowie, swoje siły do tego, by okazać gościnność Jezusowi i Jego uczniom. W jaki sposób my korzystamy z Bożych darów życia, zdrowia, ludzkich sił, talentów...? Czy chcemy, by one służyły dobrym sprawom?
sobota, 10 luty 2018 15:53

3 lutego 2018

SOBOTA CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,30-34

Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.


     „ (...) byli bowiem jak owce nie mające pasterza.”
Zrozumiałą jest rzeczą, że owce nie mające pasterza, który by się o nie troszczył, by je prowadził i o nie miał staranie – bardzo łatwo mogą się zagubić. Takiego przewodnictwa i opieki bardzo im potrzeba. Takiej właśnie opieki potrzeba także i nam. Ale z pomocą przychodzi nam Chrystus. Ten, który okazywał litość i miłość Sobie współczesnym podczas działalności publicznej, jest Tym, który mówi o Sobie, że jest Dobrym Pasterzem. Jest także naszym Pasterzem. On troszczy się o nas, opiekuje się nami i prowadzi nas na drogach codzienności. Prowadzi nas przez słowo Swej nauki. Prowadzi nas dając nam Swe błogosławieństwo. Prowadzi nas, troszcząc się o to, czego nam potrzeba na drogach życia. W sposób szczególny dostrzegamy tę Chrystusową szczodrość w liturgii Mszy św., gdzie Jezus daje nam Siebie samego jako nasz Pokarm. Jednak bardzo ważną rzeczą, na którą musimy zwrócić uwagę, to fakt, że Chrystus pozostawia nas wolnymi. On chce, byśmy w wolności wyrażali swą gotowość do pójścia za Nim. Przyjmijmy więc Jezusa jako naszego Pasterza. Pozwólmy, by On był zawsze nam Przewodnikiem po drogach naszego życia. Przyjmijmy to, czym On chce nas obdarować. Pójdźmy za Nim z całym przekonaniem o prawdziwości słów Psalmisty: „Pan mym Pasterzem, nie brak mi niczego!”.
sobota, 10 luty 2018 15:52

2 lutego 2018

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

Łk 2,22-40

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego.
Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela”.
A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono.
Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.
A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.


     „ (...) światło na oświecenie pogan i chwałę ludu twego, Izraela.”
Dziś, w dzień święta Ofiarowania Pańskiego, przypominamy sobie to wydarzenie, które miało miejsce czterdzieści dni od narodzin Jezusa – to, które nam opisuje św. Łukasz, Ewangelista. Idziemy w dniu dzisiejszym do naszych świątyń na Mszę św. niosąc w naszych rękach świece, niosąc gromnice, które zostają poświęcone podczas liturgii. Te właśnie świece pomagają nam pamiętać o tym, o czym mówi starzec Symeon w Świątyni Jerozolimskiej, kiedy to nazywa Chrystusa „Światłem na oświecenie pogan”. Jezus Chrystus jest Światłem, On jest Światłością świata. O tej prawdzie przypominają nam nasze świece. O tej prawdzie trzeba nam pamiętać nie tylko dziś, ale każdego dnia naszego życia. Pamięć o tym powinna nas prowadzić do Jezusa, do bycia z Nim; do troski o to, by się nie oddalać od Niego – ale wprost przeciwnie: do tego, by być coraz bliżej Tego, który jest Światłością świata. Potrzebujemy bowiem Chrystusowego światła na drogach naszego życia, potrzebujemy Jego łaski, Jego mocy, Jego błogosławieństwa. Idźmy więc za Tym, który jest naszym Światłem, idźmy za Nim każdego dnia naszego życia. Niech w naszych sercach ciągle na nowo brzmią słowa Pana: „Ja jestem Światłością świata. Kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemności, ale ma światło życia...”
sobota, 10 luty 2018 15:50

1 lutego 2018

CZWARTEK CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,7-13

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi.
I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”.
I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”.
Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.


     „Jezus przywołał do Siebie Dwunastu i zaczął ich rozsyłać po dwóch.”
Relacja Ewangelisty o posłaniu Dwunastu z misją dawania świadectwa o Jezusie. Niech to słowo, czytane dzisiaj w Liturgii I czwartku miesiąca lutego, będzie dla nas zachętą do tego, byśmy pamiętali o tych, którzy są przez Chrystusa powołani i posyłani w czasach nam współczesnych. Mamy bowiem pamiętać w naszej modlitwie o tej szczególnej intencji – szczególnie w dzień czwartkowy (przypominający nam dzień Wielkiego Czwartku). Polecajmy wiec Bogu naszą prośbę o nowe, liczne, gorliwe powołania do pracy w Winnicy Pana. Prośmy Boga, by nie brakowało powołanych do kapłaństwa, do życia zakonnego, do posługi misyjnej w Kościele. Jezusowe stwierdzenie o tym, że żniwo wielkie, a robotników mało – pozostaje wciąż aktualne. Prośmy też Boga w intencji tych, których On powołał. Polecajmy Mu tych, którzy są w seminariach, w domach formacji zakonnej; polecajmy tych, którzy wypełniają posługę kapłańska, zakonna, misyjną – także i tych, którzy pośród nas pracują. Prośmy Boga o potrzebne dla nich błogosławieństwo Pana, o potrzebne dla nich siły do wypełniania ich misji. Ta modlitwa niech będzie też naszym wyrazem wdzięczności, że Bóg postawił tych ludzi na naszej drodze życia, że możemy z ich posługi korzystać. Włączmy się w czwartkową modlitwę Kościoła św. w intencji powołań i powołanych.
niedziela, 04 luty 2018 21:25

31 stycznia 2018

ŚRODA CZWARTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mk 6,1-6

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze.
A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”.
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.


     „Dziwił się też ich niedowiarstwu.”
Relacja o pobycie Jezusie w synagodze w rodzinnym Nazarecie mówi o trudności, z jaką przychodziło mieszkańcom tej miejscowości przyjąć prawdę o tym, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem, posłanym przez Boga, zgodnie z zapowiedziami zawartymi na kartach słowa Bożego. Trudno było przyjąć tę prawdę zapewne także dlatego, że – jak się wydaje – oczekiwania dotyczące Mesjasza były zupełnie odmienne. Bardziej oczekiwany był ktoś o charakterze królewskim, ktoś pełen majestatu. Bardziej wyobrażany był Boży Pomazaniec jako ktoś, kto by stanął na czele ludu i poprowadził do odniesienia triumfu nad rzymską władzą okupującą Palestynę. W osobie Jezusa, którego mieszkańcy Nazaretu znali od lat, którego widzieli wzrastającego w domu Maryi i Jozefa – trudno było dostrzec kogoś takiego. Stąd ich niedowiarstwo, stąd ich powątpiewanie. A my? A nasza wiara, nasze zaufanie Jezusowi? Bardzo często na pewno powtarzamy słowami nasze wyznanie wiary, bardzo często słowem mówimy o naszej wierze w Boga, w Trójcę Świętą, we wszystkie prawdy objawione przez Boga i głoszone przez Kościół św. Czy jednak naprawdę wierzymy? Czy rzeczywiście na co dzień ukazujemy naszą wiarę przez wsłuchiwanie się w słowo Jezusa – by je poznawać, rozważać i starać się postępować według wskazań dawanych nam przez Boga?
Strona 1 z 112

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86 473 46 11
fax 86 473 46 31

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png