sobota, 14 czerwiec 2014 20:46

Blisko 600 osób ewangelizowało "od drzwi do drzwi"

Napisał

Blisko 600 osób ewangelizujących „od drzwi do drzwi”, wsparcie modlitewne ze strony 60 zakonów kontemplacyjnych, dziesiątki godzin adoracji Najświętszego Sakramentu, a przy tym wszystkim kolorowe balony, koszulki i karmelowe krówki z cytatami Pisma Świętego. Czas na refleksje po zakończonej w sobotę Ewangelizacji Łomży – projekcie, do którego miasto przygotowywało się przez pół roku. O wrażenia zapytaliśmy Dorotę, Annę i Mateusza – bezpośrednio zaangażowanych w misję „Łomża”:

Anna. Pochodzi z Kolna, studiuje na pierwszym roku psychologii na Uniwersytecie Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Odwiedziła Łomżę ze względu na ewangelizację miasta.

Ewangelizowałam od drzwi, mając wsparcie dwóch osób duchownych. Skupiliśmy się na osiedlu w obrębie parafii Krzyża św. Mieliśmy trzy godziny.

To były dla Ciebie długie godziny?

Początek minął nam bardzo szybko, końcówka nieco się dłużyła. Byliśmy podzieleni na zespoły ewangelizacyjne, z których każdy miał dwie klatki. Nie wszyscy otwierali drzwi i, koniec końców, zostało nam kilka minut w zapasie. Wykorzystaliśmy je na ewangelizację przypadkowo napotkanych ludzi, spotkanych na osiedlu.

Pierwsze mieszkanie, które odwiedziłaś.

To było na drugim piętrze. Wcześniej dzwoniliśmy do ludzi domofonem, ale bez odzewu. Tłumaczyliśmy sobie, że pewnie są na zakupach, może ktoś pracuje w soboty? Było po 14:00. Poprzyciskaliśmy wszystkie guziki w domofonie i po prostu czekaliśmy na czyjś głos. Gdy weszliśmy do klatki, pierwsza otworzyła nam drzwi starsza kobieta, schorowana ale samodzielna. Samotna. Podkreślała, że nikt jej nie odwiedza i jej radość z życia właściwie wygasa. Mówiła, że Bóg ją na pewno kocha, że ona o tym wie itd. Później jednak zaprzeczała temu, dodając, że to niemożliwe, aby Bóg działał, był tak prawdziwie obecny. Na koniec spotknia zapytaliśmy, czy chciałaby się z nami pomodlić. Zgodziła się i odmówiliśmy wspólnie kilka modlitw w intencji ożywienia jej wiary. Kiedy wychodziliśmy, kobieta bardzo nam dziękowała za obecność. Rozpłakała się.

A najtrudniejszy przypadek? Dla Ciebie, osobiście.

Przyjął nas pewien mężczyzna, którego odwiedziła wspólnie ze swoją koleżanką córka z Kopenhagi. Dziewczyny chciały właśnie wyjść, ale udało nam się je namówić na pozostanie w domu. Obie były bardzo młode, dopiero skończyły studia, pracowały. Miały mnóstwo zarzutów do Kościoła, wiadomo – w szczególności do księży. Bunt jednej z dziewczyn był tak duży, że naprawdę trudno było nawiązać jakąkolwiek rozmowę. Mam wrażenie, że była mocno poraniona, bo np. w połowie tematu potrafiła powiedzieć: „ale wy i tak tego nie zrozumiecie”, po czym ucinała historie. Chyba towarzyszył jej lęk. Nie zaznaliśmy w tamtym domu żadnych przykrości, ale nie o wszystkim udało się porozmawiać.

Kim jest dla Ciebie Papież Franciszek?

Biorąc pod uwagę jego pontyfikat i treść adhortacji… to duchowy organizator „Ewangelizacji Łomży”.

Dorota ma 20 lat, udziela się w jednej z łomżyńskich wspólnot katolickich. Nie zdecydowała się na ewangelizację „od drzwi do drzwi”, ale wzięła udział w tzw. ewangelizacji ulicznej. Należała do zespołu, który był odpowiedzialny za „chrześcijański raban na osiedlach”, czyli muzykę, śpiew i taniec między blokami.

Doświadczenie w ewangelizacji ulicznej mam znikome, ale nie jest dla mnie aż tak nowością mówić o Jezusie z napotkanymi ludźmi.

Powiedz nam, jak Łomża reaguje na Dobrą Nowinę usłyszaną z zaskoczenia?

Mieliśmy gitarę i nagłośnienie, właściwie wchodziliśmy z Ewangelią na całego. Wnęki w blokach, place zabaw, podwórka. Naszym zadaniem było narobić trochę chrześcijańskiego hałasu. Mieliśmy ze sobą flagi, broszury i mnóstwo arsenału muzycznego. Naszą skuteczność można było ocenić po tym, że uśmiechnięci ludzie oglądali nas z balkonów, zagadywali do nas z okien, a nawet schodzili na dół, by się przyłączyć. Udało nam się zachęcić do zabawy mnóstwo dzieciaków. Kiedy mieliśmy okazję rozmawiać z kimkolwiek indywidualnie, od razu zapraszaliśmy na wieczorny koncert do parafii Krzyża Św. Oczywiście nie brakowało też dialogów o Jezusie. Pytań było wiele, ludzie chcieli też dowiedzieć się, co nas przyciągnęło do Boga i jak postrzegamy Kościół.

Podchodziliście do przypadkowo napotkanych Łomżan. A oni?

Było różnie. Nie brakowało i takich osób, które widząc nas, od razu skręcały.

O czym to według Was świadczy?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. O braku zainteresowania? Bierności? Nie wszyscy omijający nas chcieli w ogóle wiedzieć, kim jesteśmy. Z osób zaproszonych do rozmowy część zwyczajnie bała się lub wstydziła mówić o swojej wierze. To przecież wymaga zrobienia kroku na przód. Nie każdy jest gotów rzucić się od razu na taką głęboką wodę, zwłaszcza idąc do supermarketu czy wychodząc na spacer z psem. Część osób początkowo szła bardzo wolno i spokojnie, a kiedy podchodziliśmy do nich, chcąc porozmawiać o Jezusie, zaczęły się nagle spieszyć i przepraszać nas za swój brak czasu. Z podobnymi odpowiedziami i komentarzami mógł dwa tysiące lat temu spotykać się Jezus, tak sądzę.

Pomówmy o Waszej osiedlowej liście przebojów. Czy ludzie chcą słuchać w ogóle słuchać pobożnych pieśni przed swoją klatką?

Odpowiedź może wielu zaskoczyć. Ludzie nie tylko słuchali, przyłączali się też do śpiewu. Pamiętam sytuację, jak robiliśmy samolociki z broszur i puszczaliśmy je, aby lądowały na balkonach lub w pokojach, przez okno. Jeden z naszych ewangelizatorów żonglował piłeczkami, aby zaciekawić ludzi. Ewangelizacja pełną parą!

Wnioski?

Ludzie kochają gadżety i akcje, Coś musi się dziać, aby przyciągnąć ich uwagę. Ewangelizacja Łomży pokazuje, że Kościół jest w stanie temu sprostać.

Słowo o Papieżu Franciszku.

To człowiek, który nieustannie mówi o radości i wyjściu do ludzi, do ludzi, do ludzi. Wydaje mi się, że czeka nas pontyfikat, w którym nikt nie pozostanie pominięty. W szczególności ubodzy i chorzy.

Mateusz urodził się blisko 100 km od Łomży, w Łysych, naukę podjął jednak w Ostrołęcę. W trakcie ewangelizacji ulicznej był odpowiedzialny za sprawy techniczne, opiekował się nagłośnieniem i przyglądał się rozwojowi sytuacji. Ma 19 lat.

Czułem się nieco przykuty, jednocześnie cieszyło mnie to, że wślizgujemy się z Dobrą Nowiną między blokowiska. Kiedy patrzyłem na ludzi oglądających nas z okien, widziałem na wielu twarzach  zaskoczenie. Ludzie zdążyli się już przyzwyczaić, że łomżyńskich podwórkach niewiele się dzieje. Czuliśmy się jednak chciani, a obecność dzieci i całych rodzin dołączających do nas stwarzała bardzo fajną, familijną atmosferę. Coś w rodzaju pikniku z Ewangelią. Mieliśmy szczudła i monocykl – rowerek jednokołowy. Chętych do jazdy nie brakowało, a nam nie brakowało cierpliwości, aby każdy kto chce spróbować, nie odszedł zawiedziony. Wcześniej nie miałem okazji brać udziału w podobnej akcji. To było coś!

Dlaczego nie zdecydowałeś się dołączyć do osób, które ewangelizowały „od drzwi do drzwi”?

Nie czuję się jeszcze na tyle silny. Wolałem pozostać w większej grupie osób. Wsparcie techniczne w ewangelizacji ulicznej dało mi możliwość obserwacji i oceny, na ile ja odnalazłbym się w tej czy innej sytuacji. Nie wiem, czy poradziłbym sobie w ścisłej ewangelizacji, twarzą w twarz z człowiekiem, który niekoniecznie chce mnie słuchać. Według mnie do tego trzeba mieć mocną psychikę i wiedzieć, co powiedzieć. Chyba nie jestem jeszcze na takim etapie rozwoju duchowego, bałbym się palnąć jakieś głupstwo, które mogłoby raczej zniechęcić ludzi do Boga niż zachęcić. Przyznaję, wybrałem bezpieczne gniazdo. Nie wiem, jak będzie wyglądać mój rozwój duchowy przez najbliższy rok. Jeśli druga edycja Ewangelizacji Łomży dojdzie do skutku, a ja będę czuł wzrost duchowy, zaufam mocniej Jezusowi i samemu sobie, bardzo prawdopodobne, że zdecyduję się pukać do drzwi i głosić Słowo Boże.

Pochodzisz z Łysych, to bardzo pobożna ziemia. Byłbyś w stanie mówić mieszkańcom swoich rodzinnych stron o Bogu? Podobno wielu z nas chce zostać misjonarzami, ale mało kto chciałby pójść z Dobrą Nowiną do sąsiada.

Najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, a już na pewno we własnej klatce schodowej. Zaraz mogłyby pojawić się głosy typu „to ten nawrócony, który kiedyś zrobił to i tamto, a teraz zgrywa świętoszka”. Wiele osób przyjeżdża do Łomży z innych miejscowości, najczęściej mniejszych. To szansa na nowe życie, kolejny start, zmiany. Pytanie tylko, czy umiemy wrócić w rodzinne strony z tą samą mocą i chęcią ewangelizacji. Niektórym łatwiej jest modlić się na stancji niż we własnym domu. Myślę, że potrzebowałbym ogromnego wyciszenia, wiary i zaufania, żeby w Łysych mówić z lekkością o Królestwie Bożym. Cały czas panuje przekonanie, że od tego są kapłani, a świeccy powinni zająć się czym innym.

Przed nami lato, czas świeżych i zdrowych owoców. Nie ulega wątpliwości, że wydaje je również „Misja – Łomża”.

P.D.

Czytany 18611 razy

Media

Ewangelizacja na ulicach Łomży SpesTV.pl

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86 473 46 11
fax 86 473 46 31

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png