wtorek, 24 lipiec 2018 12:39

"Matka Boża mnie złamała" - wywiad z ks. Grzegorzem Kosiorkiem (PPŁ)

Napisał
Podstawowym pytaniem reportera jest pytanie o cel. Dlaczego wciąż, od kilkudziesięciu lat z całej Polski wyruszają na Jasną Górę pielgrzymki? Dlaczego te pielgrzymki tak bardzo irytują ludzi podających się za niewierzących (co zresztą nie jest prawdą, bo jak powiedział pewien mądry człowiek, każdy wierzy, tylko jedni w Boga, a inni w byle co). Dlaczego, gdy jedni pakują torby na pielgrzymi szlak, inni w Częstochowie przeszkadzają w modlitwie pielgrzymom przybywającym do jasnogórskiego klasztoru? Dlaczego wreszcie w erze coraz lepszej komunikacji nie tylko międzymiastowej, ale nawet globalnej dziesiątki tysięcy ludzi decyduje się na pielgrzymowanie pieszo?

Te i inne pytania zadałam księdzu, który jest już zaprawiony w pielgrzymkowym boju – bo jak sam zaznacza – pielgrzymowanie to nie przelewki, to walka z własnymi słabościami, pokonywanie zmęczenia, podążanie mimo bólu i niewygody. Gdy pierwszy raz wyruszył do Częstochowy, postanowił, że już nigdy więcej nie pójdzie w pieszej pielgrzymce, a mimo to tegoroczna droga na Jasną Górę będzie jego dwudziestym przebytym szlakiem. Ksiądz Grzegorz Kosiorek – szalony dla Bożej sprawy, nieutrudzony w pociąganiu ludzi do Najświętszej Maryi Panny.

„To była makabra”

Nim przejdziemy do spraw związanych z łomżyńską pieszą pielgrzymką na Jasną Górę, chciałabym zapytać o księdza historię. Jak to się stało, że ma ksiądz za sobą tak wiele pielgrzymek i od czego, proszę księdza, wszystko się zaczęło?

– Zaczęło się od tego, że gdy zdawałem egzaminy z zawodówki do technikum, obiecałem Maryi, że jeśli pomoże mi zdać, to pójdę do Częstochowy. Zdałem, ale babcia namawiała mnie na wyjazd do Niemiec, gdzie mógłbym trochę zarobić przez wakacje. Miałem dylemat – zostać i iść na pielgrzymkę, czy jechać, żeby zarobić trochę pieniędzy i pomóc rodzinie. Babcia wysłała mnie po radę do proboszcza. Powiedziała, że to mądry człowiek i doradzi mi, co zrobić. Świętej pamięci ks. prałat Klimaszewski, który posługiwał wtedy w Wiźnie, powiedział, żebym jechał do Niemiec, bo trzeba pomóc rodzinie, ale żebym nie zapomniał o swojej obietnicy i poszedł kiedyś na pielgrzymkę. Po powrocie odwlekałem to jednak i dopiero, gdy zbliżała się matura, pomyślałem, że jak teraz nie pójdę, to chyba nie zdam (śmiech). W te wakacje pojechałem do Niemiec tylko na miesiąc. Pan, który mnie zatrudniał, powiedział, że jestem jakiś dziwny, bo wolę iść piechotą 450 kilometrów, podczas gdy mógłbym zarobić u niego pieniądze, a przy tym tak bardzo się nie zmęczyć. Wytłumaczyłem mu, że obietnica dana Matce Bożej jest ważniejsza od pieniędzy, no i poszedłem pierwszy raz. To była makabra. Fizycznie było bardzo ciężko: zrywały mi się ścięgna, byłem zmęczony jak koń na westernie. Nie podjechałem wtedy ani razu, bo myślałem, że pielgrzymka nie będzie ważna. Postanowiłem sobie, że nigdy więcej nie pójdę, bo takie wyczyny są zdecydowanie nie dla mnie.

Matka Boża mnie złamała – wiedziałem już, że pójdę do seminarium

– W drodze dokonała się w moim sercu wielka przemiana. Dotąd wiedziałem, że mam powołanie do kapłaństwa, ale przed nim uciekałem. Matka Boża mnie złamała – wiedziałem już, że muszę przynajmniej spróbować i po wakacjach poszedłem do seminarium. Odkąd zdałem na drugi rok, co roku chodziłem na pielgrzymkę, potem jako neoprezbiter prowadziłem żółtą grupę, potem żółto-amarantową, żółto-brązową. Kilka razy byłem ojcem duchownym na pielgrzymce, a gdy przyszedłem posługiwać w katedrze, wróciłem na pielgrzymkę jako kierownik grupy żółto-brązowej. Niedawno ks. biskup wyznaczył mi funkcję przewodnika całej pielgrzymki. Razem z ks. Arturem Akimowiczem przez cały rok pracujemy nad tym, żeby pierwszego sierpnia pielgrzymka wyruszyła dobrze przygotowana. Robimy wszystko, żeby jak najwięcej osób wspomogło także finansowo naszą pielgrzymkę, można powiedzieć, że żebrzemy o środki, bo chcemy, by opłaty były jak najmniejsze. Może to nie są wielkie koszta, ale dla niektórych to może być problemem.

Jako kierownik pielgrzymki ks. Grzegorz stara się także o promocję. Przez cały rok na ważniejszych wydarzeniach religijnych można zetknąć się ze stoiskiem pieszej pielgrzymki łomżyńskiej na Jasną Górę. Wolontariusze sprzedają materiały promocyjne: kubki, koszulki, broszurki. Można porozmawiać z nimi o pielgrzymce, zasięgnąć opinii na temat pielgrzymowania i dowiedzieć się czegoś więcej o trasie. W Radiu Nadzieja prowadzone są też audycje na żywo, w czasie których pielgrzymi i goście dzielą się doświadczeniami związanymi z pielgrzymowaniem i bieżącymi sprawami Kościoła. Są to momenty promocji, ale też sposobność do spotkania się rodziny pielgrzymkowej – bo w drodze nikt nie jest sam, nawet człowieka widzianego pierwszy raz w życiu nazywa się bratem lub siostrą. Wracając jednak do istoty, i, jak wspomniałam w pierwszych wersach artykułu, celu zapytałam ks. Grzegorza o to, co sprawia, że ludzie wciąż, nieutrudzenie podejmują się trudu pielgrzymowania.

Jesteś silny, jesteś piękna…

– Pielgrzymka to czas, w którym można otrzymać bogactwo duchowej strawy: wielość konferencji i modlitw. Pan Bóg przemawia przez kapłanów, przez życzliwych ludzi, którzy nas przyjmują. Często jest tak, że ktoś czuje się niedoceniony w domu, w swoim środowisku, że jest lekceważony, niedowartościowany, poniżany. Bywa tak, że ktoś jest uważany za gorszego, że sam tak uważa. Na pielgrzymce można spotkać ludzi, którzy cię docenią. Powiedzą: jesteś fantastycznym, wspaniałym człowiekiem, że jesteś piękną kobietą – nabiera się wtedy dużo duchowej i psychicznej siły. Można dostrzec, że nie jest się kimś gorszym, że jest się kochanym i inni ludzie to widzą. Można odkryć, że jest się wyjątkowym człowiekiem, bo tak postrzega nas Bóg – to wybrzmi także w konferencjach. Nieraz w naszej parafii mamy lęk przed spowiedzią, boimy się otworzyć przed znajomym księdzem, krępujemy mówić się o tym, co nas boli lub jest dla nas wstydliwe. Na pielgrzymce jest taka możliwość, że można wybrać sobie kapłana, który mnie wyspowiada i spojrzy na mnie świeżym okiem i może pomoże nam wyjść z naszych problemów, wyjść na prostą.

Czy lęk w sercach osób, które nigdy jeszcze nie były, a chciałyby pójść na pielgrzymkę, jest uzasadniony?

– Nie. Pielgrzymowanie może być niebezpieczne tylko, jeśli ktoś nie trzyma się ustalonych zasad, nie słucha się służb porządkowych, nic nie je, bo np. chce schudnąć 15 kg. Jeśli ktoś ma pragnienie, żaby wyruszyć, to warto być temu pragnieniu posłusznym. Jeśli dla kogoś cała pielgrzymka to za długo, można się wybrać choćby na kilka dni.

Gdy ktoś podejmie już decyzję, odpowie na to zaproszenie do pielgrzymowania, jak powinien przygotować się do drogi, co zabrać ze sobą na pielgrzymi szlak?

– Na 2-3 tygodnie przed pielgrzymką dobrze jest spacerować, chodzić przynajmniej 1 godzinę dziennie. Jeśli chodzi o bagaż: zestaw ubrań na każdy dzień powinien być spakowany w foliową torebkę. Nawet gdy bagażowi najbardziej się starają, może być tak, że nie zdążą nakryć bagaży i gdy przyjdzie gwałtowny deszcz, wszystko przemoknie. Warto zabrać takie ubrania, żeby się nie poparzyć słonecznie – spodenki do kolan, bluzki z rękawkiem, tak żeby ramiona były zakryte. Jeśli chodzi o obuwie, dobrze mieć dwie lub trzy pary butów, jedni wolą chodzić w adidasach, inni w sandałach, ale ważne, żeby buty były rozchodzone. Warto mieć dwie czapki, krem z filtrem, zapas wody. Można wziąć 2-3 konserwy, batoniki i trochę pieniędzy.

Pielgrzymowanie może stać się swego rodzaju sposobem na życie. Na radzenie sobie z trudnościami, miejscem, w którym można oddać Bogu troskę o swoją rodzinę, męża, dzieci. Na pielgrzymkę wyruszają często ci, którzy szukają swojej drugiej połówki lub też proszą o upragnione dziecko. Prócz bagażu potrzeba jeszcze jednego – wiary w to, że Bóg może z mocą wejść w moje życie, potrzebuje tylko mojego „tak”, mojej zgody, która może być wyrażona właśnie w podjęciu trudu pielgrzymowania. Osoby goszczące pielgrzymów stają się często przyjaciółmi na lata, którzy zapraszają na śluby i chrzty swoich dzieci. Pielgrzymka pomaga nam stanąć w prawdzie, że dla Boga nie ma mniej lub bardziej uprzywilejowanych i tak jak bogaty i biedny może brać udział w trudach drogi, tak też bogaty i biedny może dostąpić zbawienia i wiecznie radować się w niebie.

Beata Borkowska
Czytany 464 razy

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86/ 216 25 91

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png