wtorek, 21 maj 2019 11:47

Nigdy nie wiemy, która kropla przepełni szklankę… [wywiad]

Napisał
pavel_812/fotolia.com pavel_812/fotolia.com
– Ważne jest, żebyśmy pamiętali, że zawsze samobójca ma kilka powodów. Często czytamy w prasie czy słuchamy w radiu, że ktoś popełnił samobójstwo, bo miał złamane serce, bo stracił pracę. To nigdy nie jest prawda. To nie jest takie proste. To zawsze jest kilka złożonych czynników, kilka rzeczy, często z biografii z wcześniejszych lat, problemy rodzinne, utrata kogoś bliskiego w dzieciństwie. Musimy pamiętać, że to zawsze jest złożony problem. (…) Nikt nie podejmuje tak poważnej decyzji z jednego powodu – mówiła w poranku „Siódma 9” Halszka Witkowska z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. W rozmowie z ks. Tomaszem Trzaską podjęła temat zapobiegania samobójstwom i pomocy osobom w kryzysie.

Bywa, że o samobójstwie myślimy stereotypowo. Czy wokół tego zjawiska narosły jakieś mity?

– Bardzo poważnym problemem są dwa rozpowszechnione stereotypy. Pierwszy jest taki: jeżeli ktoś mówi o samobójstwie, na pewno tego nie zrobi. To jest mit. Pamiętajmy, bo to jest bardzo ważne: jeżeli ktoś wspomina rodzinie, mówi o tym, że ma myśli samobójcze, że zastanawia się nad tym, to jest bardzo poważny sygnał. 80 proc. samobójców, zanim dokona próby samobójczej lub aktu samobójczego, mówi o tym wcześniej. Drugi bardzo poważny stereotyp jest taki, że jeżeli ktoś naprawdę chce się zabić, to to zrobi. To nie jest prawda. Samobójstwu można zapobiegać. Czasem wystarczy być, tak jak hasło naszej kampanii: „Życie warte jest rozmowy’. Czasem naprawdę przypadkowe przyjaźnie, rozmowy, kontakt z bliskimi powoduje, że możemy uratować czyjeś życie.

Czemu tak wielu ludzi sięga po to tragiczne rozwiązanie?

– Ważne jest, żebyśmy pamiętali, że zawsze samobójca ma kilka powodów. Często czytamy w prasie czy słuchamy w radiu, że ktoś popełnił samobójstwo, bo miał złamane serce, bo stracił pracę. To nigdy nie jest prawda. To nie jest takie proste. To zawsze jest kilka złożonych czynników, kilka rzeczy, często z biografii z wcześniejszych lat, problemy rodzinne, utrata kogoś bliskiego w dzieciństwie. Musimy pamiętać, że to zawsze jest złożony problem. W suicydologii mówimy o szklance, która się napełnia wodą. Każdy problem to trochę wody. Nigdy nie wiemy, która kropla przeleje szklankę i to właśnie jest ta ostatnia kropla. Ona nie spowodowała tego zamachu samobójczego, tylko cała ta ilość, cała złożona sytuacja życiowa. (…) Nikt nie podejmuje tak poważnej decyzji z jednego powodu.

Nawet wtedy, gdy ten powód wydaje nam się bardzo wyraźny? Na przykład złamane serce?

– Bywa tak, że w tle są narkotyki, przemoc, również przemoc seksualna lub przemoc w szkole. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele jest tych problemów. W listach pożegnalnych udaje nam się przeczytać, jakie są inne powody. Czytałam kiedyś list chłopca, który wspominał, pomiędzy innymi problemami, że podejmie tę decyzję, kiedy przyjdzie do domu listonosz i przyniesie mandat, bo wtedy wyjdzie na jaw, że był na wagarach. Pamiętamy o tym, że nie nam jest oceniać, jakie problemy są poważne, bo czasami dla nas coś może się wydawać błahe, ale dla osoby w kryzysie któraś taka rzecz z kolei może być tą rzeczą, która przeważy decyzję na korzyść śmierci.

Możemy usłyszeć głosy, że dzisiejsze pokolenie jest słabsze psychicznie, bo przecież nasi dziadkowie przeżyli wojnę, Syberię, a dziś wystarczy, wspomniane już wcześniej, złamane serce lub kłótnia z rodzicem.

– Statystyki pokazują, że w czasie wojny samobójstw jest mniej, przynajmniej na jej początku (…). Mocnym środkiem prewencji jest również wiara. W katolicyzmie, prawosławiu tych samobójstw jest znacznie mniej. Z czym to jest związane? Chodzi tu o relacje. Tam, gdzie jest wspólnota, silne relacje, tam tych przypadków jest mniej.

Jakie sygnały wysyłają osoby, które mierzą się z myślami samobójczymi?

– Przede wszystkim powinniśmy być czujni na duże zmiany w osobowości. Ktoś mówił bardzo dużo, był rozmowny, a nagle jest cicho, nie odzywa się do nas. Albo odwrotnie – staje się choleryczny, nerwowy, agresywny, chudnie albo tyje. Wszystkie duże zmiany w zachowaniu codziennym są sygnałem. Często myślimy, że samobójstwo dotyczy tylko osób chorych, np. na depresję. Musimy pamiętać, że wiele samobójstw pochodzi z kryzysu psychicznego związanego z przeżyciami. Kiedyś usłyszałam bardzo dobrą metaforę: proszę sobie wyobrazić trzy najważniejsze rzeczy w życiu. Ktoś powie: rodzina, praca, mąż. I teraz proszę sobie wyobrazić, że wszystkie te rzeczy w bliskim czasie zabieram. Niektóre osoby nie są w stanie tego przetrwać, nie widzą innego rozwiązania i sensu. Jeżeli nie mają wsparcia w bliskich, w wierze i Bogu czy rozwoju duchowym, zostają same i nie widzą innego rozwiązania.

Jak wesprzeć osoby będące w kryzysie?

– Słuchajmy się. Ta najprostsza rzecz. My się nie słuchamy na co dzień. Jedna osoba mówi o problemach, druga bagatelizuje. Jeżeli mówię, że jest mi ciężko, to ta empatia powinna być z drugiej strony. Czasem nie trzeba dużo, czasem wystarczy być, poświęcić swój czas, zrozumieć i w żadnym wypadku nie próbować pocieszać takimi truizmami, na zasadzie: będzie lepiej, mogło być gorzej. Wręcz przeciwnie, powiedzieć: wiem, że jest ci ciężko; jestem tutaj przy tobie, nie jesteś sam; jak będziesz potrzebował pomocy, będę przy tobie. Wielki dar, jaki możemy dać drugiemu człowiekowi, to właśnie obecność.

Czyli trzeba słuchać?

– Tak! Trzeba po prostu być.

A kiedy jesteśmy z kimś, ale widzimy, że nasza obecność już nie wystarcza. Gdzie szukać pomocy?

– Rozmowa i obecność to jest pierwszy krok. Nie każdemu to wystarczy. Czasem kryzys jest tak duży, że potrzebujemy wsparcia specjalisty. Od roku mamy w Polsce pierwszą linię wsparcia dla osób w kryzysie. Jest to numer 800 70 22 22 (liniawsparcia.pl). Jest to linia całodobowa czynna 7 dni w tygodniu. Pod ten numer możemy dzwonić nie tylko, kiedy jesteśmy w kryzysie, ale jeżeli jest w nim ktoś z naszych bliskich. Możemy tam uzyskać poradę co zrobić, gdzie się odezwać. Tam są osoby, które mogą nam wskazać, co zrobić. Pamiętajmy, że opiekowanie się osobą w kryzysie jest bardzo trudne. Nie bierzmy tego ciężaru sami. Weźmy dwie, trzy osoby, które na zmianę będą tej osobie towarzyszyć. Ludzie w ciężkiej depresji są w „bardzo ciemnym miejscu”. Mogą nas do tego miejsca zabrać ze sobą, jeśli nie jesteśmy przygotowani. I tu potrzebni są specjaliści.

Czytałem kiedyś, że osoba, która ma myśli samobójcze, ma bardzo zawężone postrzeganie rzeczywistości. Czy to prawda?

– Jest to pojęcie zbadane naukowo przez wielkiego ojca suicydologii Erwina Ringela. Odkrył on coś, co nazywa się „stanem presuicydalnym”. Osoby przed samobójstwem są w pewnym stanie psychicznym. Jednym z tych etapów jest tzw. zawężenie dynamiczne, o którym mówi się, że jest bardzo silne. Myśli tak bardzo skupione są wokół śmierci, że nie jest wstanie inaczej patrzeć na swoje życie, jak tylko w perspektywie, że zakończy się ono śmiercią samobójczą. Zupełnie nie widzi innego rozwiązania.

Czy takiej osobie pomoże powiedzenie, że jest inaczej, niż myśli?

– Przede wszystkim, oprócz obecności, trzymania za rękę i pokazywania innych perspektyw, pamiętajmy, że czasem potrzebujemy wsparcia specjalisty. Dla osób w kryzysie, bardzo często problemem są zwykłe czynności, jak np. zrobienie zakupów czy odebranie butów od szewca. Może się okazać, że pomoc w takich prostych czynnościach sprawi, że ta osoba stanie się odrobinę mocniejsza i wtedy możemy pójść z nią do lekarza. I wtedy też bądźmy z nią. Pójdźmy do lekarza, poczekajmy pod drzwiami gabinetu.

Co jeszcze możemy zrobić, jak spotkamy osobę w kryzysie?

– Możemy zapytać wprost: czy masz myśli samobójcze? Bardzo dużo osób się boi o to pytać. Nawet wśród lekarzy, wśród pedagogów szkolnych dużo osób boi się zdać to pytanie, bo ono wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Co się stanie, jak ta osoba faktycznie powie, że ma myśli samobójcze? Ale po pierwsze, ta osoba poczuje się bezpiecznie, że może o tym mówić, że ktoś bierze to na poważnie. Po drugie, wielki ciężar zejdzie, bo jeśli cały czas o czymś myślimy i nie możemy nikomu o tym powiedzieć, nagle się okazuje, że ktoś może nas wesprzeć w tym momencie, że możemy o tym rozmawiać. Często już sam fakt rozmowy o myślach samobójczych bardzo pomaga danej osobie.

A jeśli teraz czytają te słowa osoby w kryzysie? Co możemy im powiedzieć?

– Pamiętajcie o linii wsparcia. Kryzys jest jak temperatura, czasami są momenty, że czujemy bardzo mocno te myśli. Należy pamiętać, że one przechodzą, że przyjdzie kolejny dzień, który może przynieść coś pięknego, zaskakującego. Pamiętajcie też o czasie. On jest ważny. Kryzys nie trwa wiecznie. Warto dać sobie czas. Warto życiu dać szansę.

Wywiad nieautoryzowany, spisany z rozmowy radiowej (11.12.2018 r.)


Czytany 641 razy

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86/ 216 25 91

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png